"TRUDNE ZŁEGO POCZĄTKI"
Evan Thomas Taylor grał w koszykówkę na podwórku jednego z blokowisk. Towarzyszyły mu przyjaciółki – Emily Elizabeth Howard i Nina Flores. Niedaleko nich Shun Roberts czytał najnowszy numer lokalnej gazety. Na trawniku zaś bawiły się zwierzaki z osiedla, w tym pieski Emily i Niny – czerwony Clifford i jamnik Jorge.
Wysoki brunet właśnie trafił piłką do kosza. Dziewczyny zaklaskały zachwycone.
- Brawo, Evan! – krzyknęła Emily Elizabeth.
- Teraz to na bank przyjmą cię do szkolnej drużyny! – dodała Nina, łapiąc rzuconą w jej stronę piłkę.
- Myślisz? – Evan zbił piątkę z Emily.
- My to wiemy! – zapewniła go – Czas na przerwę, chodźcie do mnie na lemoniadę.
Podeszli do Shuna, który wciąż z zaciekawieniem czytał lokalną prasę.
- Widzieliście? – pokazał im okładkę – Wypuścili tych złodziejaszków.
- „Fredillo Poppodillo i Antonio Dueanni zostali warunkowo zwolnieni z zakładu karnego, gdzie odsiadywali wyrok za kradzieże z włamaniem i napady rabunkowe” – przeczytała na głos Nina.
- O kurczę – Emily zakryła usta dłonią.
- Za dobre zachowanie, ciekawe – prychnął Evan.
- Przecież oni okradli sklep pana Bradleya – przypomniał sobie Shun.
- Pamiętam to – wpadła mu w słowo Nina.
- Shun, idziemy do mnie – Emily wyciągnęła dłoń do nastolatka.
***
Marita Mervelson zamknęła drzwi do mieszkania, pod pachą trzymała karton wypełniony makulaturą. Nagle na ścianie tuż obok niej wylądowała czyjaś silna męska dłoń. Dziewczyna wzdrygnęła się na dźwięk tego głosu:
- Kopę lat, Maritka. Co słychać?
Podniosła wzrok. Napotkała małe, świdrujące zielone oczka Antonia, który uśmiechał się do niej półgębkiem. Zza jego pleców wyłonił się Fredillo.
- Zaniemówiłaś, kotku? – syknął – Nie poznajesz starych kumpli?
- Nie jesteśmy kumplami. Dajcie mi święty spokój – chciała ich wyminąć, ale Poppodillo zagrodził jej drogę.
- Nie denerwuj się tak, kotku. Chcemy tylko porozmawiać.
Postawiła karton na korytarzu, podparła się pod boki. Dumnie uniosła głowę.
- Nie mamy o czym rozmawiać – rzuciła kompletnie bez emocji.
W następnej sekundzie została popchnięta na drzwi. Oparła się o nie, ciężko oddychając. Antonio już miał się na nią zamachnąć, gdy nagle piłka do kosza trafiła go w plecy.
- Co jest?! – warknął i odwrócił się gwałtownie – Nie wtrącaj się, smarkaczu!
- Słyszałeś tę panią. Wyjazd – Evan zmrużył oczy, złapał piłkę.
Fredillo zaśmiał się szyderczo.
- Jakie to urocze – pogładził swoją kozią bródkę.
Pochwycił Maritę za ramię.
- Zostawcie ją w spokoju! – zza rogu wybiegły Emily i Nina. Za chwilę dołączył do nich Shun.
- Pokażmy im, dziewczyny!
Poppodillo szybko pożałował swoich słów, kiedy chwilę później został otoczony przez Emily, Ninę i Maritę.
- Antonio! – krzyknął, ale wtedy zobaczył, że jego wspólnik czołga się do niego wpółprzytomny.
- Daj spokój, stary. To się nie uda – wyjąkał Antonio, wyciągając ku niemu dłoń.
- Zapłacicie nam za to, darmozjady – warknął, odpychając dziewczyny łokciami.
Zgarnął kumpla pod ramię i obaj pokuśtykali do windy, mamrocząc coś pod nosem. Marita wypuściła głośno powietrze i osunęła się na podłogę.
- Wszystko w porządku? – Shun dotknął jej ramienia.
- Chodź do mnie, musisz ochłonąć – Emily podała jej dłoń.
***
Już po chwili wszyscy popijali lemoniadę w mieszkaniu Emily Elizabeth.
- Czujesz się trochę lepiej? – spytała Caroline Howard, matka dziewczyny.
- Tak, dziękuję pani – odparła Marita, biorąc łyk napoju – To przez te emocje, dopiero się wprowadzam.
- Zajmijcie się koleżanką, ja wracam gotować obiad. Maritko, może zostaniesz?
- Bardzo chętnie – uśmiechnęła się blado.
Caroline zniknęła w kuchni. Nina powiodła za nią wzrokiem.
- Czysto – zakomunikowała szeptem.
- Na pewno wszystko gra? – dopytywał Maritę Shun.
Westchnęła ciężko.
- Cóż, nie tak sobie wyobrażałam pierwsze dni mieszkania w Cleventon. Komu zawdzięczam ratunek?
- Jestem Emily Elizabeth, a to Nina, Shun i Evan – przedstawiła ich po kolei.
Do Marity podbiegł mały czerwony piesek. Wzięła go na ręce.
- Hej, maluszku. Jestem Marita – dotknęła jego noska czubkiem palca.
- A to Clifford – roześmiała się jego właścicielka.
- Czego ci bandyci od ciebie chcieli? – drążył tymczasem Evan.
Znów westchnęła.
- Nie tutaj. Wpadnijcie do mnie wieczorem.
***
Fredillo tymczasem wyprowadził kumpla z bloku i posadził na pobliskiej ławce. Skrył twarz za czapką z daszkiem.
- Tylko mi się tu nie rozklejaj, stary – trzepnął go po głowie – Musimy stąd zwiewać.
- Boli – jęknął Dueanni.
- Mięczak z ciebie i tyle. A Maritka niech sobie nie myśli, że z nią skończyliśmy – zacisnął pięści.
- No przecież nie damy się pokonać grupie małolatów – wystękał.
- No, wreszcie gadasz do rzeczy – uśmiechnął się Poppodillo i klepnął go w ramię – Spadamy stąd, bo ktoś się nami zainteresuje – pomógł mu wstać.
***
Za oknem już zmierzchało, gdy przyjaciele zebrali się w salonie w mieszkaniu Marity.
- Słuchamy – rzuciła Nina, kładąc na kolanach pamiętnik, z którym się nie rozstawała.
Clifford wskoczył Emily na ręce, w nogach Marity ułożył się Jorge. Pogłaskała go delikatnie.
- No. To co masz wspólnego z tymi bandziorami? – Evan wrócił do tematu sprzed kilku godzin.
Dziewczyna rozejrzała się niepewnie po mieszkaniu.
- Miałam nadzieję nigdy do tego nie wracać. Nie przypuszczałam, że ich wypuszczą – wymamrotała, zaciskając pięści – Mają na koncie o wiele gorsze rzeczy niż te kradzieże, o których pisali w gazetach.
- To znaczy? – przeraziła się Emily.
- Moi rodzice zniknęli, gdy byłam małą dziewczynką – wypaliła po dłuższej chwili milczenia - Podejrzewam, że oni mieli z tym coś wspólnego
Przyjaciele zakryli usta dłońmi.
- To straszne! – wykrzyknęła Nina.
Emily odruchowo dotknęła ramienia Marity.
- Jak to się stało? – zadrżał jej głos.
- Nie mam pojęcia, byłam zbyt mała – pokręciła głową – Wychował mnie wujek, mieszkaliśmy w Maryland. Ciocia została tutaj. Wróciłam do Cleventon, żeby się czegoś dowiedzieć.
- A oni cię znaleźli – domyślił się Shun.
Potwierdziła.
- No dobra, ale ja nadal czegoś nie rozumiem – drążył temat Evan – Co twoi rodzice mieli z nimi wspólnego, że aż zniknęli?
- Evan! – syknęła Nina, ale Marita uniosła dłoń.
- Nie, nic się nie stało – drgnął jej kącik ust – Właśnie dlatego was tu zebrałam. Sytuacja jest poważniejsza, niż sądziłam. Nikt nie jest bezpieczny.
- O czym ty mówisz? – Nina wzięła Jorge na ręce, Emily przytuliła Clifforda.
Marita złożyła dłonie na kolanach.
- Moi rodzice byli tajnymi agentami – wyrzuciła z siebie na jednym wdechu.
- Że kim byli? – zakrzyknął odruchowo Shun.
Patrzyli na nią co najmniej zszokowani.
- Dobrze słyszeliście. Ale macie miny! – zachichotała.
- Czy to jakaś ukryta kamera? – Nina omiotła wzrokiem sufit – Wkręcasz nas!
- Nieee – śmiała się dalej – Sama dowiedziałam się całkiem niedawno. Brzmi świetnie, prawda?
- Świetnie? – zająknął się Evan.
- Chyba czas wyłożyć wszystkie karty na stół – klasnęła w dłoń, czym przestraszyła psiaki – Wróciłam tu też dlatego, że chcę być jak moi rodzice. No wiecie, chronić mieszkańców przed złem i tak dalej. Pokazaliście mi dziś ogromną odwagę, a ja potrzebuję pomocy. Może dzięki temu uda mi się ich odnaleźć – wyciągnęła do nich dłoń – Zróbmy to razem.
- Hola, hola, laluniu – powstrzymała ją Nina – Skąd mamy mieć pewność, że to nie żart?
- A stąd – wyciągnęła coś z kieszeni kurtki.
- Ale odlot! – krzyknął Shun, widząc legitymację szpiegowską – Prawdziwa?
- Sam zobacz – ostrożnie złożyła mu ją na ręce.
Oglądał ją zaciekawiony ze wszystkich stron. Przyjaciele zajrzeli mu przez ramię.
- Agencja wywiadowcza pana TikTaka – przeczytała Nina i podniosła głowę na Maritę.
- Moi rodzice dla niego pracowali – wyjaśniła – Ciocia opowiedziała mi wszystko, kiedy skończyłam szesnaście lat. Jestem po pierwszych szkoleniach.
- Rodzice też byli agentami? – chciała wiedzieć Emily.
- Dołączyli do organizacji, kiedy byli w moim wieku – wzięła z rąk Shuna legitymację – Później dowodzili misjami z tajnej bazy pana TikTaka. Fajny gość – uśmiechnęła się.
- Czyli podsumujmy – Evan podrapał się po głowie – Mamy zostać agentami i chronić mieszkańców przed tymi dwoma bandziorami?
- Aha – szaroniebieskie oczy błyszczały jej z ekscytacji.
Nina zanotowała coś w swoim pamiętniku, myślała dłuższą chwilę.
- Musimy się zastanowić – zadecydowała. Reszta jej przytaknęła.
- Choć to brzmi całkiem spoko – dodał Evan.
- Doskonale rozumiem, sama się wahałam – odparła Marita – A jednocześnie wiedziałam, że jestem to winna rodzicom.
- Brałaś już udział w jakichś misjach? – Nina lustrowała ją uważnym spojrzeniem.
- Tak, była sprawa o sprzedaż jakichś dziwnych żelków w podstawówce. Cały czas miałam zapewnioną opiekę ludzi pana T. Jeśli chcecie, mogę was z nim umówić na rozmowę. On wam wszystko wyjaśni – z drugiej kieszeni kurtki wyjęła telefon.
- Co wy na to? – Nina zwróciła wzrok na przyjaciół.
- To może być fajna przygoda – przyznał Shun.
- Mówcie, co chcecie, ale dziś serio daliśmy czadu! – zaśmiała się Emily.
- No, pokazaliśmy im, gdzie raki zimują – Evan zbił z nią piątkę.
- Czyli wszyscy się zgadzają? – dopytywała Nina, bębniąc długopisem w okładkę.
- No pewnie! – zakrzyknęli zgodnie.
- Dzwoń do niego – skinęła głową na Maritę.
Dziewczyna wybrała więc numer i włączyła tryb głośnomówiący. Sąsiedzi stłoczyli się przy niej.
- Słucham? – po drugiej stronie linii dał się słyszeć przyjemny męski głos.
- Dobry wieczór, Panie T. Marita z tej strony.
- Marita! – ucieszył się – Jak dobrze cię słyszeć! Jesteś już w Cleventon?
- Wczoraj przyjechałam – odparła wesoło, ale po chwili spoważniała – Niestety nie sama. Czytał pan gazety?
- Wypuścili ich – westchnął – Wszystko w porządku? Moi ludzie będą u ciebie na dniach.
- Dziękuję, Panie T. Nie ukrywam, że wsparcie mi się przyda. W zasadzie to ja w tej sprawie.
- To znaczy? – lekko się zaniepokoił.
- Znaleźli mnie.
- Nic ci nie jest? – zmartwił się szczerze – Jeśli chcesz, możemy cię przenieść…
- Nie ma mowy – przerwała mu gwałtownie – Zostanę tutaj. Pomogli mi sąsiedzi, zaproponowałam im współpracę. Czy moglibyśmy się jutro spotkać i omówić szczegóły?
- Poczekaj chwilkę… - dał się słyszeć szelest przewracanych kartek – Będę na was czekał jutro o siedemnastej w parku. Pasuje?
Skinęli głowami.
- Pewnie – odparła, zakładając włosy za ucho – Dziękujemy bardzo.
- Do usług. Trzymaj się, do zobaczenia – rozłączył się.
Na chwilę zapadła cisza. Pierwszy odezwał się Shun:
- Wydaje się być całkiem miły.
- Zaczyna mi się to podobać – przyznał Evan, zawtórowały mu dziewczyny.
- Bardzo się cieszę – zaśmiała się Marita – To co, może pomożecie mi się rozpakować? – wskazała ręką na stos pudeł w kącie salonu.
***
Wczesnym rankiem Clifford i Jorge pobiegli uradowani na plac zabaw, gdzie czekali na nich przyjaciele – ptaszek Norville, kociaki Flo i Zo oraz króliczka Narcysia.
- Słuchajcie! – krzyknął Clifford – Mamy dla was świetną nowinę!
- Co tam? – zaciekawiła się Flo.
- Emily i przyjaciele zaciągnęli się do agencji szpiegowskiej! – psiak aż podskakiwał z ekscytacji?
- Przepraszam, do czego? – zdziwiła się Narcysia.
- Ta nowa dziewczyna, Marita, pracuje dla pana TikTaka, tajnego agenta – wyjaśnił Jorge – Nasze pańcie uratowały ją przed tymi dwoma opryszkami z gazet. Marita zaproponowała im współpracę.
- A my możemy im pomóc! – ekscytacja wciąż nie opuszczała Clifforda.
- Jak pomóc? – dopytywał Zo.
- No wiecie, w tajnych misjach i tak dalej. Brzmi ekstra, co nie?
- Ach, zawsze chciałem być tajnym agentem – rozmarzył się Norville.
- No wszystko fajnie, ale ja chyba wolę leżeć w swoim cieplutkim łóżeczku i chrupać marchewkę – Narcysia pokręciła łebkiem.
- No co ty, Narcysiu… - zmartwił się szczeniak.
- Nie przejmuj się nią, czerwońcu… - Norville pogłaskał go piórkiem po łebku – Na mnie możesz liczyć, jak w banku.
- Właśnie, my też w to wchodzimy! – krzyknęli Flo i Zo.
- Tylko żeby potem nie było, że nie ostrzegałam – westchnęła króliczka.
- To kto będzie przywódcą? – zastanawiał się tymczasem Jorge.
- No jak to kto? – wyrwał się Norville – Macie przed sobą specjalistę od tajnych misji!
- Tak? – zdziwiła się Flo – A na ilu tajnych misjach byłeś?
- Cóż… - zawahał się, na co wpadła mu w słowo Narcysia:
- Ja mogę.
Oczy wszystkich zwierzaków zwróciły się teraz na nią.
- No co?
- Przecież mówiłaś, że cię to nie bawi – zauważył Norville.
- Tak, ale zmieniłam zdanie – podrapała się za uchem – To zgadzacie się, czy nie?
Spojrzeli po sobie. Rozległy się pojedyncze „chyba tak”, „czemu nie”, „no niech będzie”.
- No i to rozumiem – ucieszyła się – A teraz biegnijcie do naszej Drużyny TikTaka!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz